szmaterlok-header-logo

Palma

Festiwal w Cannes rozpoczęty! Po czerwonych dywanach przechadzają się gwiazdy ekranu, przesyłają próżne uśmiechy, szczerzą białe zęby, odsłaniając przy okazji i wypinając czym kto tam dysponuje. Żądny autografów tłum wiwatuje w takt błyskających fleszy, a bukmacherzy przyjmują zakłady; wszyscy oczekują decyzji jury.

Który z filmów otrzyma Złotą Palmę? – oto jest pytanie. Jedno pozostaje pewne, nie będzie nim zamieszczone w serwisie You Tube dziełko o wdzięcznej nazwie: „Jak poseł Niesiołowski chciał przechytrzyć Solidarność…”.

A wielka szkoda, bo choć to obraz niszowy i zaledwie dwu i pół minutowy, naprawdę jest na co popatrzeć. Narastające napięcie, nagłe zwroty akcji, dialogi (które wejdą do historii kina) i przede wszystkim gwiazdorska obsada. W roli głównej czołowy killer sejmowy – Steven Niesiolovsky, któremu z powodzeniem sekunduje pogromca kobiecych serc, Tommy Glogovsky.

Można chyba nawet zaryzykować tezę, że filmik jest godnym następcą osławionej „Wielkiej ucieczki” z 1963 r. Po głosowaniu nad wydłużeniem wieku emerytalnego posłowie próbują zmylić trop okupujących Wiejską związkowców i udają (jaka szkoda, że to nie film kostiumowy!) klientów pobliskiej księgarni. Niestety, dopada ich tam zgraja protestujących i zmusza do powrotu w sejmowe pielesze.

Na nic zdają się pyskówki obytego w tej sztuce Stevena Niesiolovsky’ego. Wywierające niezapomniane wrażenie na politycznych przeciwnikach odzywki Niesioła po chłopach z „Solidarności” spływają jak woda po kaczce.

Trzeba przyznać, że powtarzane przez „posła ziemi śląskiej” w kółko „proszę odejść, proszę odejść, proszę odejść” również nie odnoszą rezultatu. Być może dlatego, że poseł Głogowski intonuje swą wypowiedź równie beznamiętnie, co pracownica kolei w głębokim PRL-u, gdzieś na prowincjonalnej stacji ogłasza przez megafon nadejście pociągu, o którego przyjeździe i tak wszyscy wiedzą.

A tak na poważnie, to – moim zdaniem – film uwypukla dwa zasadnicze wątki. Pierwszym jest malujące się na twarzach poselskich zdumienie, że ktokolwiek śmiał stanąć im na drodze i zaprotestować przeciwko jedynie słusznej polityce rządu. Przyznajmy, forma demonstracji – owszem, dotkliwa – nie wykroczyła jednak poza przyjęte w demokracji standardy.

Drugą zaś kwestią, choć powiązaną z powyższą, jest, nazwijmy go w ten sposób, dialog Niesiołowskiego ze związkowcem. Na pytanie tego drugiego o to, jak głosował, poseł odpowiada: „nie pana sprawa”.

Jasne, to co parlamentarzyści robią na Wiejskiej za nasze pieniądze nie powinno nas, maluczkich, w ogóle obchodzić. Więc jeśli chodzi o Palmę – bynajmniej nie tę Złotą – to najwyraźniej już komuś odbiła. Samoistnie, bez werdyktu jury.

Na pierwszej linii frontu

Poseł Tomasz Głogowski odnalazł się w trudnej sytuacji, wyczuł moment i załapał się na swoje pięć minut w reportażach telewizyjnych, które teraz robią prawdziwą furorę w internecie. Rola była co prawda drugoplanowa, bo pierwsze skrzypce grał poseł Niesiołowski, ale za to zagrana na pierwszej linii frontu. No i padły znamienne słowa: "Proszę odejść, proszę odejść..."

Autorytet posła osób protestujących i blokujących sejm na kolana nie powalił, ale liczą się intencje. Stał zresztą nasz reprezentant twardo i nie uginał się pod naporem tłuszczy. Przynajmniej do czasu aż nie zarządzono odwrotu. Strategicznego oczywiście.

Odwrót zarządził zresztą sam Niesiołowski. Po słynnej i jakże medialnej szarpaninie z Ewą Stankiewicz tym razem zrezygnował z rękoczynów. Zresztą liczebna przewaga przeciwnika była znacząca, więc nie było sensu ryzykować.

Solidarność jak zawsze postawiła na swoim rzucając przy okazji w stronę posłów kilka ciepłych słów. I tu po raz kolejny widać doskonałe wyczucie tarnogórskiego posła, który w tej części filmu już nie występuje. Co się będzie chłopak przed kamerami pokazywał jak ludzie krzyczą "złodzieje, złodzieje"...

Może stanął z boku wtapiając się tłum i mamrocząc pod nosem niezrozumiałe słowa sugerujące ni to, ni sio? A może korzystając z zainteresowania skupionego na Niesiołowskim, poseł Tomasz skorzystał z okazji i incognito przedarł się przez tłum? Bo przecież w stolicy to twarz ani tak rozpoznawalna, ani tak kontrowersyjna jak posła Stefana. Jak było chyba się nie dowiemy, bo kamera tego nie uchwyciła. Tak czy inaczej dowód mamy obecności posła na ogólnopolskiej scenie politycznej i to w samym centrum wydarzeń.

Materiał, z Głogowskim w tle, obejrzały dziesiątki tysięcy widzów, czym poseł na głowę bije domowe produkcje filmowe innego tarnogórskiego posła - Jurka Polaczka, który jako producent i odtwórca głównej (dodajmy, że jedynej) roli jednak się nie sprawdził. Gnioty, o których mowa, na youtube gromadzą oszałamiającą, bo liczącą od kilkudziesięciu do kilkuset desperatów grupę widzów.

Oj, nie jest łatwo się przebić do widzów. Nawet posłowi. Brutalnie z każdym kolejnym materiałem przekonuje się o tym poseł Polaczek, Głogowski po doświadczeniach z Gwarkiem TV też coś o tym wie. Niby obejrzało go ponad tysiąc osób, ale przecież to kropla w morzu oczekiwań. A tu proszę, jaki prosty sposób się znalazł...

Myślę, że śmiało możemy uznać sezon poselskich seriali za otwarty. Pod jakim tytułem? To rzecz oczywista i ponad partyjna: „Na dobre i na złe... wybierz mnie!”.


zobacz film: http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=3MPCC20SkKU


Kamil Łysik
Krzysztof Turzański

Komentarze do wpisu

  • Brak dodanych komentarzy. Bądź pierwszym komentującym.

Dodaj komentarz

captcha